'Wygnanie Śniącego' - recenzja książki
#1

[Obrazek: alex.jpg]
Alexander Wittmann, autor powieści Schläfer’s Bann

Niespodzianka
Fenomen Gothica polega na tym, że po dwudziestu latach od premiery, wysypu mniej lub bardziej udanych machinim, memów i fan-fiction, wciąż dowiadujemy się o tej grze nowych rzeczy. Tak było w przypadku komiksu Gothic: Der Comic, porzuconego projektu Gothic Sequel, czy też obszernej dokumentacji na temat wczesnych wersji tegoż erpega. Co rusz nowe ciekawostki, odkrycia, teorie.
 
Tym większe było moje zaskoczenie w odkryciu, iż w marcu 2021 roku w internecie została opublikowana (za zgodą autora) treść książki dziejącej się w świecie Gothica… napisanej parę lat przed premierą gry. Więcej o tym pod linkiem (https://gothicarchive.org/documents/SleepersBan.html), tutaj wspomnę tylko iż Alex Wittmann był przyjacielem Toma Putzkiego, i pisał powieść na podstawie tego, co ówcześnie o fabule gry wiedział. To dość ważne, bo w 1998 roku Gothic był we wczesnym etapie tworzenia.   
 
Jako że 200-stronicowa książka jest dostępna wyłącznie w języku niemieckim (pierwsze strony zostały przetłumaczone na angielszczyznę, ale dość średnio), korzystałem z translatora. Jaki translator jest, każdy wie, dlatego też nie będę tutaj oceniał zdolności literackich Wittmanna, ale skupię się na podobieństwach i różnicach pomiędzy historią zaprezentowaną w powieści, a tą znaną z gry komputerowej.
 
Witamy w kolonii

[Obrazek: unknown.png]

Prawdopodobnie osoba po (naszej) lewej to Nek

Sleeper’s Ban zaczyna się znajomo – od zrzucenia skazańca za barierę. Nie znamy imienia głównego bohatera, lecz wiemy, że jest niewinny zarzucanej mu kradzieży amuletu, a za jego niedolę odpowiada przybrany brat z drugiego małżeństwa ojca, który podrzucając mu drogocenny przedmiot pozbył się konkurenta na drodze do odziedziczenia pokaźnej fortuny seniora.
 
To pierwsza różnica jaka rzuca się w oczy: bezimienny z gry to dla nas po prostu zdystansowany cwaniaczek, który tuż nad przepaścią mówi pewny siebie do strażników słynne ‘oszczędźcie mi tej paplaniny’, podczas gdy ten książkowy boi się, cierpi, dotkliwie odczuwa samotność, jest opuszczony i wyobcowany. O jego wrażliwości jeszcze napomknę, na razie przedstawię jeden z fragmencików, które pozwoliłem sobie przetłumaczyć.
 
Wezwany do odpowiedzi, popatrzył na każdego z nich, i niepewnie zbliżył się do skały.
- Cześć, nazywam się…
- NIKOGO TUTAJ NIE OBCHODZI JAK SIĘ NAZYWASZ. Powinieneś zdać sobie sprawę, że mieszkają tu szumowiny naszego wielkiego ukochanego królestwa – ryknął mężczyzna z blizną na twarzy. – Cały obóz jest pełen morderców, złodziei, rewolucjonistów… wszyscy mają swoją historię; nikogo nie obchodzi, jak się nazywasz, skąd pochodzisz i jaka pomyłka w systemie sprawiedliwości cię tu przywiodła. Musisz wiedzieć, że panują tu pewne zasady. I po to tu jesteśmy, aby ci je wyjaśnić!
Po znaczącej przerwie kontynuował:
- Twoje imię, stanowisko – zapomnij! Teraz nadamy ci imię i wszystko inne, co może dać ci pieniądze lub szacunek od kogokolwiek innego musisz najpierw zarobić tutaj! I w zależności od tego, co robisz, nadamy ci nowe imię. Wyglądasz jak maminsynek, więc pozwól że ci uświadomię, iż żadna straż miejska ani żaden inny organ nadzorczy nie dostrzega twoich praw. Każdy jest przeciwko wszystkim, silniejszy bierze to, co dostaje, słabszy obserwuje, jak sobie z tym radzi. Jak każdy nowicjusz, dostaniesz okres dokładnie trzech dni, aby przyzwyczaić się do panujących tu okoliczności, wtedy to, czego możesz bronić, należy do ciebie, a przez to mam na myśli właściciela, wolność osobistą, aż do jakiejkolwiek części twojego ciała. Rozejrzyj się, uświadom sobie, kto jest przyjacielem czy wrogiem. Dołącz do grupy, jeśli ci na to pozwolą. To wszystko!
 
We fragmencie wspomniany jest okres trzech dni – jest to jedna z nielicznych zasad panujących w kolonii karnej, według której każdy nowoprzybyły ma rzekomo zapewnioną ‘nietykalność’ przez pierwsze trzy doby swojego pobytu. Jeśli więc w ciągu trzech dni nie dołączy do jakiejś grupy, najpewniej skończy martwy (chyba że się skuka jak Gilbert). Jak się okazuje już na początku opowieści, nie wszyscy o tę zasadę dbają, i prędko dochodzi do bójki.
 
I tutaj pojawia się tajemnicza postać, która ratuje skazańca z tarapatów. ‘Grupa powitalna’ ucieka w popłochu, a jeden z jej członków, łysy facet, zostaje wkrótce znaleziony martwy z podciętą szyją (z ang. neck), a tuż obok niego leży topór. Główny bohater potyka się o jego zwłoki, i cały wątek dotyczący łysego faceta się kończy, z sugestią że to ów enigmatyczny pomocnik bezimiennego za wszystkim stoi.
 
A propos – autor ciekawie wybrnął z kłopotu, jaki może sprawiać nieznajomość imienia postaci. Otóż napotkane przez bohatera osoby nadają mu różne przydomki, w zależności od jego dokonań. I tak, na początku nazywany jest Stomp (Tup? Tupot? Tuptuś?), potem Rozpylacz Śmierci, a następnie Dzierżący Zęba.
 
Stomp spotyka na swojej drodze innego ‘świeżaka’, z którym się zaprzyjaźnia. Jak się wkrótce okazuje, kompan ma już nadłamany kręgosłup moralny, i w końcu, gdy tylko nadchodzi dogodna dlań ku temu okazja, zwraca się przeciwko beziemu.
 
Jak więc widać, świat przedstawiony jest mocno zbieżny z tym, co zaprezentowano w grze – bohater czuje się niemal całkowicie bezradny w nowym otoczeniu pełnym brutalności i nieufności. Różnice pojawiają się jednak równie szybko. Przede wszystkim podkreślony jest wpływ bariery i nieznanych sił (domyślamy się, że chodzi o tytułowego Śniącego) na stan emocjonalny skazańców. Kopaczy dręczą wizje, doznają oni napadów agresji, szaleństwa (ich oczy wówczas stają się czerwone), zdarzają się również samobójstwa. By uspokoić nerwy, spożywają specyfik, którego działanie jest opisane niezwykle sugestywnie, niczym jakiegoś natychmiast działającego narkotyku. Życia w obozach nie ułatwiają również trzęsienia ziemi i anomalia pogodowe.
 
Wszystkie obozy to bandyci

[Obrazek: gomez.gif]

Zdjęcie prawdziwej zbroi przedstawiającej ukrzyżowanie Chrystusa,
na której oparto teksturę zbroi Gomeza

W dalszej części powieści następują opisy różnych ras (bo oprócz ludzi i orków, występują tu również na przykład niziołki), oraz skonfliktowanych ze sobą stronnictw. Mamy tu więc walczący o utrzymanie dominacji Stary Obóz, jest Wolna Kopalnia wraz z Nowym Obozem, no i są kultyści z bagien. Stomp mija nawet jednego guru wygłaszającego publicznie sekciarskie farmazony. Trzeba mi tu nadmienić, że o ile wybór dołączenia do Starego Obozu był przez grę traktowany jako domyślna ścieżka, tak książka ewidentnie faworyzuje Nowy Obóz. Nawet magowie ognia są tu przedstawieni jako bezwzględni sługusi arcybaronów, dopuszczający się tortur na jeńcach celem zdobycia informacji o przeciwniku. Członkowie obozu kolekcjonują uszy rywali, i urządzają pokazowe publiczne egzekucje.
 
W tym wszystkim próbuje się odnaleźć dzierżący włócznię Stomp, poważnie traktujący wszystkich, włącznie ze swoimi wrogami. Ten element szczególnie mi się spodobał – o ile w grze bezi szlachtuje niezliczone ilości wrogów bez mrugnięcia okiem celem zdobycia punktów doświadczenia, o tyle książkowy bezimienny waha się przed każdym uderzeniem, i brzydzi się przemocą, używając jej wyłącznie w razie konieczności. I nawet wtedy prowadzi ‘dialog’ ze swoim sumieniem, po czym odmawia modlitwę za dusze zabitych przez siebie oponentów.
 
Zamyślony spojrzał na dwóch martwych mężczyzn przed sobą; wspomniał jak raz zabił człowieka w samoobronie, i rozpamiętywał z dreszczem noce pełne koszmarów, w których zakrwawiona twarz jego przeciwnika wpatrywała się w niego z wyrzutem, oraz dni wypełnione powracającym pytaniem czy jego czyn był naprawdę konieczny i właściwy. Dopiero po tygodniach czuł się ponownie normalnym człowiekiem, i pytał innych jak sobie tak łatwo radzą z podobną sytuacją. Wówczas jego nauczyciel szermierki mawiał: ‘To nigdy nie jest łatwe!’. Miał rację; Stomp westchnął i zmówił krótką modlitwę (…).
 
Zimna Skóra kontynuowała:
- Jak zostałam nauczona, najwyższą sztuką szermierstwa jest ratowanie życia, a im łatwiej jest je odebrać, tym ważniejsze jest jego ocalenie.
 
Bohater poznaje różne osoby, a każda jest na swój sposób dziwaczna: mamy tu bowiem niejakiego Gaista któremu towarzyszy na ramieniu zwierzątko, wojowniczkę Zimną Skórę, i innych, w tym dość istotnego niziołka ze swoją ulubioną bronią, nazywaną przez niego Albertem. Niski wzrostem, acz wielki odwagą, swoje spostrzeżenia kończy niepewnym ale oczywiście mogę się mylić, po czym drużynę spotyka jakieś nieszczęście. Najbardziej zapadły mi w pamięć dwie postacie. Pierwsza to kulturalny staruszek, który dał się złapać orkom do podziemnego lochu, by im… czytać poezję. Twierdzi, że dzięki temu stają się oni mniej agresywni. I faktycznie, jeden ork jest wręcz przyjazny, i potrafi powiedzieć kilka słów.
 
- Poza tym, proszę nie zapominać że zielonoskórzy żyli tutaj spokojnie zanim przybyliśmy i zaczęliśmy wiercić dziury w skałach. Pojawienie się tej złowieszczej bariery uniemożliwiającej jakąkolwiek ucieczkę spowodowało wybuch paniki, która opanowała ich umysły, zatem nie powinieneś ich obwiniać.
 
- Ponieważ, pamiętaj, ten region należał wpierw do orków. Nagle ci niegrzeczni najemnicy z balistą chcieli uzyskać dostęp do jaskiń. Była straszna rzeź, w której wielu ludzi zostało zabitych, a dziesiątki orków zginęły.
 
Druga to świetnie rozpisany członek Nowego Obozu, Jo Jo, nazwany tak gdyż ‘jo’ to jedyne słowo jakie wypowiada. Kiedy bohaterowie biegają po niebezpiecznych podziemiach, Jo Jo co chwilę rzuca swoją ulubioną sylabę, co ułatwia jego zlokalizowanie. Gdy przeskakuje przez przepaść, krzyczy ‘jooooo!’, i tak dalej. Pomysłowy element humorystyczny.
 
Oryginalnym patentem było również wymyślenie zastosowania dla wydzieliny pełzaczy – mianowicie zmiękcza ona skały, przez co łatwiej je rozkruszyć. Jest więc pożądana przez pracowników Wolnej Kopalni. To dzięki świetnie opisanej walce z tym potworem Stomp zyskuje przydomek Rozpylacza Śmierci.
 
Fantasy czyli wydziwianie

[Obrazek: unknown.png]

Obrazek promocyjny G2 nie pozostawiał złudzeń co do tożsamości antagonisty:
Śniący znów się przebudził!

Z czasem przygody bohaterów zaczynają przypominać Hobbita, tylko ze znacznie większą dawką brutalności, a nawet z domieszką Alicji. W tarapatach Stompowi pomaga enigmatyczny mag przybierający formę pantery, a w jednej z grot Rozpylacz Śmierci znajduje kieł cieniostworopodobnego czegoś, który niejednokrotnie okazuje się narzędziem do wyjścia z opresji. Raz bohater zyskuje nawet chwilową niewidzialność.
 
Kiedy stara kopalnia ulega zalaniu i zawaleniu, obwiniający za to sekciarzy ludzie ze Starego Obozu, w ramach zemsty organizują zamach na ‘guru’. Przy czym warto podkreślić, że po drodze wybijają każdego kto się napatoczy, włącznie ze swoimi ‘pobratymcami’.
 
Z dreszczem uświadomił sobie, że na palisadzie po obu stronach od bramy, leżały nagie ciała kilku nieszczęśników, zakrwawione i poobijane. Kilku z nich nadal się poruszało, inni zostali ukrzyżowani, jeszcze inni zwisali bezwładnie i bez życia.
- To, zdaje się, kara arcybaronów dla ludzi, którzy nie zwracają wystarczającej uwagi na ich grymasy – pomyślał Stomp.
 
Stomp udaje się do Obozu Bractwa, gdzie jest świadkiem absolutnej patologii i degrengolady moralnej (w tym aktów sodomii). W Gothicu świry z sekty to były świry z sekty, w książce to kompletnie zezwierzęcone indywidua.
 
Im dalej w las, tym coraz więcej dziwactw. W skrócie: jakiś dziwak z twarzą niemowlęcia chce aby Stomp przyniósł mu wątrobę orka szamana, ten ostrzega przywódców Nowego Obozu przed magnatami i ich ludźmi, potem znowu bieganie po jaskiniach (wspomniane jest wejście w kształcie czaszki), miasto orków jest wytrzebione z mieszkańców, jedni orkowie zwracają się przeciwko drugim, Stomp spotyka nieciekawego maga mieszkającego w wieży (ewidentnie Xardas, choć to imię nie pada), który wręcza mu gadającą głowę (sic!) innego maga, w tym momencie trudno mi było zrozumieć wątki i je ze sobą sensownie powiązać.
 
Treść książki nie jest pod tym względem różna od ówczesnych planów Piranhii, o czym można się przekonać przeglądając odpowiednią dokumentację. Z rozdziału na rozdział postępować miało szaleństwo i chaos, i tak też się dzieje w powieści. Uważam jednak, że opisać chaos można w sposób niechaotyczny, co albo tutaj się nie udało, albo taki był zamiar, albo translator zepsuł więcej niż myślałem.
 
Na końcu oczywiście jest walka ze Śniącym. Podobnie jak w grze, wszystko się zawala, jednak Stomp zostaje uratowany przez… nie do końca wiem co lub kogo (prawdopodobnie tego starca-panterę, bądź tego cieniostwora od zęba). Razem z niziołkiem i Zimną Skórą spotykają się, podziwiając zachód bariery.
 
Przed sobą ujrzał krwawoczerwony zachód bariery. Zejście do legowiska Śniącego zmieniło jej kolor.
 
Cała trójka rozpoczyna wędrówkę do swoich domów, niziołek mówi że wszystko się dobrze skończyło. Za nimi rozlega się dziwny hałas, i ostatnie zdanie książki stanowią słynne słowa niziołka:
 
- …ale oczywiście mogę się mylić.
 
Koniec końców
 
Książki do czytania nie polecam. O ile początek jest gothicowy, a środek hobbitowy, tak pod koniec jest nudno i dziwacznie. Opisy abstrakcyjnych wizji bohatera nie ułatwiają czytania. Ostrzegam przed przekleństwami i wulgaryzmami, a także opisem orgii w obozie bractwa. Przy czym nie wiem na ile to sprawa autora, a na ile translator coś pokiełbasił. Zauważyłem, że choć po angielsku jest bardziej poprawnie gramatycznie i zdania mają bardziej sensowny ciąg, to występuje więcej randomowych wyrażeń niż w przypadku autotranslacji na polski. Jedno z zabawniejszych tłumaczeń to przydomek głównego bohatera, jakim uraczył mnie translator Google: otóż określił go mianem Śmierci w sprayu.
A więc tak się nazywa Bezimienny!
Odpowiedz
#2

Powiem szczerze, jestem zaskoczony tym, że ktoś napisał książkę na bazie wczesnej wersji Gothic. Sam pomysł że bezimienny boi sie tego śwaita, pewłnego przestępstw i przemocy, brzydzący się przemocą i mający wyrzuty sumienia daje nam obraz osoby .  Surowy klimat kolonii karnej daje sie we znaki, już sama wypowiedź osoby z blizną " Nikogo nie obchodzi twoje imie..." "...Powinieneś zdać sobie sprawę, że mieszkają tu szumowiny naszego wielkiego ukochanego królestwa – ryknął mężczyzna z blizną na twarzy. – Cały obóz jest pełen morderców, złodziei, rewolucjonistów… wszyscy mają swoją historię; nikogo nie obchodzi, jak się nazywasz, skąd pochodzisz i jaka pomyłka w systemie sprawiedliwości cię tu przywiodła"  daje nam obraz kolnoii, jaką znamy obecnie i z wczesnych wersji. Jak dla mnie ciekawa książka, która mogłaby zostać poprawiona, i myślę, że byłaby warta uwagi.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości